Kredyt Hipoteczny


Cele kredytu hipotecznego w banku Millenium:

  • Budowa domu prowadzona systemem gospodarczym, realizowana przez dewelopera, spółdzielnię mieszkaniową, generalnego wykonawcę,
  • Budowa lokalu mieszkalnego w budynku wielorodzinnym, realizowana przez dewelopera bądź spółdzielnię mieszkaniową,
  • Budowa domu całorocznego, położonego na działce rekreacyjnej
  • Nabycie mieszkania lub domu od dewelopera, spółdzielni mieszkaniowej lub osoby prywatnej,
  • Przekształcenie lokatorskiego spółdzielczego prawa do lokalu we własnościowe spółdzielcze prawo,
  • Wykup mieszkania komunalnego i zakładowego,
  • Nabycie udziału w nieruchomości,
  • Zakup nieruchomości rolnej z posiadaną zabudową siedliskową,
  • Zakup działki budowlanej (również z niedokończoną budową
  • Nabycie od osoby fizycznej praw wynikających z umowy o wybudowanie nieruchomości mieszkalnej (przez dewelopera / spółdzielnię mieszkaniową)
  • Sfinansowanie tzw. wkładu partycypacyjnego i/lub kaucji zabezpieczającej pokrycie należności z tytułu najmu lokalu mieszkalnego wybudowanego przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego (TBS).
  • Remont, modernizacja, rozbudowa domu lub mieszkania a także adaptacja nieruchomości niemieszkalnej na cele mieszkaniowe
  • Refinansowanie kredytu mieszkaniowego przez millenium a zaciągniętego w innym banku (z możliwością kredytowania wydatków związanych z udzieleniem kredytu na spłatę)
  • Kredyt Hipoteczny Biznes Millenium - kredyt hipoteczny dla przedstawicieli wolnych zawodów przeznaczony na cel komercyjny
  • Pożyczka hipoteczna Millenium - środki na dowolny cel

Waluta kredytu:

PLN

Maksymalny okres kredytowania:

35 lat

Maksymalna wysokość kredytu:

do 90% wartości zabezpieczenia hipotecznego (w przypadku kredytu na budowę domu wartość działki zaliczana jest przez Bank Millenium na poczet wkładu własnego)

Spłata kredytu

  • Wakacje kredytowe: tak, raz na rok można zawiesić spłatę jednej raty kapitałowo-odsetkowej.
  • Raty: możliwość spłaty możliwa w ratach równych lub malejących
  • Sposób wypłaty kredytu: jednorazowo lub w transzach

Zdolność kredytowa w Bank Millenium

Akceptowane źródła dochodów przez Bank:

  • Umowa o pracę: Średnia za ostatnie 3 miesiące. Premie są akceptowane w 100%, nadgodziny w 100%.
  • Umowa na czas określony jest akceptowana: tak, w jej przypadku wymagany jest przynajmniej 3-miesięczny okres trwania wstecz i 6-miesięczny do przodu.
  • Umowa zlecenia/o dzieło: średnia za ostatnie 6 miesięcy. Umowy te muszą być realizowane od minimum 6 miesięcy, ponadto bank wymaga oświadczenia o kosztach.
  • Działalność gospodarcza: jeśli wniosek kredytowy jest składany w drugiej połowie roku bank bierze pod uwagę średnią za ostatnie 6 miesięcy i porównuje ją do dochodów z poprzedniego roku, w wypadku dużych różnic cały ten okres jest uśredniany. Jeśli wniosek jest składany do 30.IV to podstawą są dochody z poprzedniego roku. Wymagane jest prowadzenie działalności przez okres minimum 12 miesięcy.
  • Akceptacja dochodów z zagranicy: tak

Kredyt hipoteczny w Millenium Banku:

Zalety:

  • konkurencyjne oprocentowanie
  • ułatwienia dla kredytów na budowę domu (sfinansowanie każdego etapu budowy domu - jednoczesny zakup działki i budowę domu, a także budowę do tzw. "stanu deweloperskiego" lub umożliwiającego częściowy odbiór domu; działka stanowi wkład własny; podstawą do wyliczenia maksymalnej kwoty kredytu jest przyszła wartość nieruchomości po wykończeniu;)




Więcej informacji: http://www.kredyt-mieszkaniowy.info/millenium/
https://www.bankmillennium.pl/klienci-indywidualni/kredyty-hipoteczne
http://www.forum-kredytowe.pl/f133/bank-millenium-kredyt-hipoteczny-opinie-40106.html


Kredyt Hipoteczny - Millenium Bank - Koniecznie oceń ten KREDYT:

Wasza Ocena Kredytu:
3 na 5
2 głosów
1 2 3 4 5

Pytania i Opinie:

ruda 09.05.2012. 16:20

Brak kompetencji pracowników banku, żadna transza nie wypłacona w terminie, robią pod górkę na każdym kroku, robią z klienta głupka, debila i nie wiem kogo jeszcze, każda pierdoła wysyłana do analityka w warszafce.Na odpowiedź analityka z warszafki czeka się tygodniami.Trzeba spłacać raty od całości kredytu, mimo iż nie wypłacili wszystkich transzy. Skarga i reklamacja napisana do prezesa banku zlana .

Justyna 15.04.2012. 22:05

Witam
moja przygoda z bankiem m. jest podobna jak u demol, ale nie az tak barwna :) W kazdym razie jeszcze tak ślimaczego tempa analizy dokumentów jak i informowania klienta ze cos jest nie tak, nie spotkałam w żadnym banku, kontakt z doradcą ślamazarny - tylko po moich interwencjach i mailach. Wniosek o kredyt złozyłam ponad miesiąc temu, umowę podpisałam 2 tyg temu a pieniędzy na koncie nie mam do dziś, mimo że dyspozycja przelewu była wpisana na 13.04 - ten piątek, ktory minął!!!! Mnóstwo długów, stresów i już kończąca się moja cierpliwość. Mam juz dośc tego nieudolnego, rozlazłego banku, nie wiem jakby było w bph, gdzie się tez przymierzałam do złożenia wniosku, ale to już moja druga przygoda z bankiem m. i kredytem hipotecznym u nich, pierwsza była przez doradce finansowego - tez nie polecam - trwalo to 2 razy dłuzej niz teraz, bo 3 miesiące i wprowadził mnie w kilku kwestiach w błąd, co kosztowało mnie sporo kasy. Ogółem porażka!!!

S3rwer 05.04.2012. 15:04

Witam.
Rezultatem spontanicznej decyzji o kupnie mieszkania - w 2 tygodnie załatwiliśmy kredyt w Millenium (0% prowizji i wpłaty własnej)oraz ślub cywilny do programu "rodzina na swoim", wszystko poszło szybko i sprawnie. Polecam oddział w Krakowie na Balickiej, miła i kompetentna obsługa. Terminowe wpłaty transz i wydania wszelakich dokumentów. Nie polecam za to: MBank (brak oddziałow) oraz PKO Inteligo (problemy z zamknięciem konta).

PS: Millenium bank ma fajną aplikację na androida co ułatwia kontrolowanie środków na koncie oraz lokalizację bankomatów i placówek :-)

Pozdrawiam.

demol 16.03.2012. 19:47

Historia ta pisana jest ku przestrodze wszystkich potencjalnych kredytobiorców. UNIKAJCIE BANKÓW NA M !!! A historia ta zaczyna się dość banalnie, można by rzec, że wręcz pozytywnie. Niespodziewany spadek po babci, czyli wizja pozytywnej przyszłości mieszkaniowej. Dość ważna wizja w dzisiejszych czasach, szczególnie dla młodego człowieka, za jakiego się uważam, w tak ciężkich czasach na rynku mieszkaniowym. Wszystko byłoby cudownie, jednak „ukochana” rodzina (prawdziwe staje się powiedzenie, że z rodziną najlepiej na zdjęciu) postanowiła dochodzić swojej części spadku, mimo wcześniejszych zapewnień o uszanowaniu woli babci. I tu zaczęły się schody. Jak większość młodych ludzi w naszym kraju, szczególnie pracujących w budżetówce, posiadałem niejeden kredyt – żeby nadmienić choćby mieszkaniowy, gotówkowy czy karty, przez co dla większości banków byłem niewiarygodny. I tu nagła zmiana akcji. Jest. Jest bank, który nie dość, że spłaci moje kredyty to jeszcze da mi gotówkę na roszczenia rodzinne. Tym rajem na ziemi okazał się bank Millenium. Przemiły pan w lokalnym oddziale wyliczył wszystko, nie tylko przedstawił jakie dokumenty muszę przedłożyć, ale i przedstawił piękną wizję szybkiej gotówki i szybkiego spokoju w sprawach rodzinnych. Był to listopad, a nadmienię tylko, że do końca lutego wisiał nade mną termin spłaty rodzinnych roszczeń. Pan w Millenium, nazwijmy go Darek, uspokoił i przekonywał, że spokojnie damy radę w wyznaczonym terminie. Jestem uratowany. Jest Bóg. Jest szansa. Będzie dobrze. Takie myśli to normalne gdy wizja bankructwa staje się oddalać.
Długo nie czekając i zaprzestając poszukiwań kolejnych banków, dla których będę wiarygodny, z zapałem zabrałem się za zbieranie dokumentów, co nie zajęło mi wiele czasu, jako że już wcześniej myślałem o przewalutowaniu innego kredytu. Z opasłą teką wybrałem się do Pana Darka, który przejrzał wszystko stwierdzając, że jeszcze tak przygotowanego klienta nie miał. Kolejne światełko w tunelu, wyglądało na to, że to już kwestia naprawdę 2 może tygodni jeśli nie krócej. Warto napomknąć, że według pana Darka wszystkie procedury, które są konieczne i jeśli dokumenty są w porządku to kwestia kilku dni. To jest bank, pomyślałem. Nie minął tydzień i bank w osobie pana Darka odezwał się zapraszając do oddziału by jeszcze parę kwestii wyjaśnić i parę dokumentów podpisać. No i jak się okazało jeszcze parę dokumentów dostarczyć. I kolejne schody. Okazało się, że w trakcie zmieniły się jakieś przepisy czy wytyczne, jakiś żargon bankowy, i przestałem się mieścić w widełkach i potrzebny był wyższy dochód. I znów kombinacje, i znów drukowanie, i znów szukanie z czego ja jeszcze uzyskiwałem dochód. Na szczęście na kilka etatów się pracowało, więc można było jeszcze doliczyć umowy o dzieło i działalność gospodarczą. Niestety to wszystko wymagało czasu, którego coraz mniej mi zostawało. Jeśli chcecie wrzucić w dochody działalność gospodarczą musicie liczyć się z uzyskaniem zaświadczeń z ZUS i US. A jak wszem i wobec wiadomo to nie trwa jeden dzień, ale nie dość, że trzeba swoje się nachodzić i wystać to jeszcze wyczekać. I tak w US 7 dni, w ZUS jak się uda to 3 dni. Kolejne dni zmarnowane. Ale po dwóch tygodniach zmagań z urzędami i ksero mam wszystko, albo tak mi się wydaje, że wszystko. Więc pędem do banku i… oczywiście nie wszystko. Ale to okazało się po kilku dniach, jak zadzwonił do mnie pan Darek z wiadomością, że z powodów załatwiania, dość długiego wszystkich zaświadczeń, należy uzupełnić dokumentację o aktualne wyciągi kart kredytowych. I wszystko ok., w sumie sprawa zrozumiała, tylko że czas uciekał, nastały święta i Nowy Rok. Trochę minęło zanim pan z banku Millenium się odezwał, ale trzeba przyznać, że się odezwał. I tak z tymi papierami trochę powalczyliśmy aż w końcu nastał czas spłaty rodziny. A pieniędzy brak. Na szczęście są ludzie z większymi pieniędzmi na koncie niż ja. Dzięki pomocy przyjaciółki udało mi się spłacić rodzinę (nawet miałem ochotę coś niecenzuralnego w tytule przelewu dodać od siebie) ale pieniądze miałem zwrócić najpóźniej do końca czerwca. Spokojnie powiedziałem, z tym nie będzie problemu.
W banku podpisaliśmy w końcu umowę i przelali pierwszą transzę na spłatę zobowiązań. I kolejne schody. Zaświadczenia o likwidacji rachunków. Jak możecie nie bierzcie kredytów, a w szczególności nie dajcie się namówić na karty kredytowe. Z kredytem gotówkowym poszło gładko, i tu warto wymienić nazwę banku – Bank BPH (niegdyś GeMoney Bank). Dlaczego warto? A to dlatego, że załatwienie zaświadczenia odbywało się przy pomocy tak nowoczesnego urządzenia jakim jest faks. Wysłałem prośbę o zamknięcie rachunku, zadzwoniłem z potwierdzeniem czy dotarło, dotarło. Dwa tygodnie później miałem decyzję, a 10 minut później u pana Darka na biurku leżało zaświadczenie o zamknięciu karty. Tak powinno być w każdym banku. Trochę dłużej sprawa zamknięcia karty zajęła bankowi PKO BP. Według wewnętrznych przepisów banku trwa to około miesiąca. W moim przypadku trwało to około półtora miesiąca. A wszystko przez system komputerowy jak twierdziła pani w banku, choć osobiście uważam, że pani które mnie obsługiwała nie zaznaczyła odpowiedniej opcji w systemie i dlatego karta nie została odpowiednio wcześnie zamknięta. Na szczęście w owym oddziale znalazła się bardzo miła pani, która widać doświadczenie miała większe od poprzedniej, która ruszyła sprawę dość szybko, a otarło się dzięki niej o naczelnika w Warszawie. Dzięki temu kolejne zaświadczenia już miałem. Ale zrobiła się połowa kwietnia. Ale spokojnie pomyślałem, do czerwca jeszcze mnóstwo czasu. W międzyczasie tak zwanym, próbowałem załatwić zamknięcie rachunku karty w banku na M, czyli w Multibanku. Jak się okazało, na moje nieszczęście, zamknięcie takiego rachunku trwa w tym banku do 3 miesięcy. DO 3 miesięcy to tylko teoria, bo w praktyce to zawsze jest 3 miesiące i basta i nie ma się co spodziewać, że będzie szybciej. Ta wiadomość mnie zdruzgotała. Pan z obsługi poprosił mnie o dowód, zapytał dlaczego rezygnuję, co nie omieszkałem szczegółowo wyjaśnić, łącznie z moimi potrzebami finansowymi i dlaczego potrzebuje zaświadczenia, kilka razy postukał w klawiaturę, drukarka podała mu pismo, przybił pieczątkę (tak od niechcenia bo ledwo ją widać) i już. Moja wizyta w Multibanku miała miejsce 16 marca, więc w najlepszym przypadku, pomyślałem zdążę oddać pieniądze. Nie mniej jednak wróciłem do Pana Darka i zapytałem czy cokolwiek da się zrobić. Odpowiedź była taka, że spróbuje popytać i może wyciągi o spłacie zadłużenia wystarczą. Ale przez kilka tygodni nie było żadnej odpowiedzi. Gdy w końcu udałem się do Millenium okazało się, że i owszem bank przyjmię wyciągi oraz dyspozycję zamknięcia karty kredytowej w Multibanku. Ale…zawsze jakieś ale (to powiedzenie też zaczęło nabierać sensu). Znów musiałem dostarczyć aktualne wyciągi z Multibanku, a ponadto trzeba się uzbroić w cierpliwość bo u nich jakieś „przemeblowania” kadrowe było i niestety wszystko się teraz wydłużyło w sensie wydawania decyzji. No pięknie pomyślałem, a była połowa maja więc pętla na gardle coraz bardziej zaczęła się zaciskać. Po jakimś czasie a dokładnie w połowie czerwca pan Darek poinformował mnie, że możemy działać dalej, jednak muszę się stawić w oddziale by podpisać jeszcze jeden dokument. Co znowu za dokument, mało autografów naskładałem. Jak się okazało termin wypłaty drugiej transzy, tej na której najbardziej mi zależało, uległ przedawnieniu więc trzeba było wnioskować o przedłużenie terminu wypłaty. Po kilku dniach przyszła jak najbardziej odpowiedź pozytywna ale teraz trzeba było czekać na aneks do umowy. Tu warto nadmienić, że wszystko w tym banku załatwiane jest w Warszawie, mimo że wszystko załatwiałem w Toruniu. Wszystkie decyzje są dokonywane w Warszawie, i wszystkie pisma też są przygotowywane w naszej stolicy. Jakby nie mogli mieć generatora w każdym oddziale. Ale pan Darek uspokoił mnie że to już tylko kwestia dni. Uff, bo czerwiec już w połowie. Jak cofniecie się kawałek w tym opowiadaniu zauważycie, że właśnie w połowie czerwca miała też zakończyć się sprawa karty kredytowej w Multibanku. Odpalam Internet, sprawdzam, no faktycznie karta jest niewidoczna. Ale poczekam, przecież na pewno przyślą mi na pocztę zaświadczenia. Minął tydzień i nic. To samo w Millenium. Więc ruszyłem do owych banków na ‘M’, a jako że są obok siebie to szybciej pójdzie. Najpierw Multibank, wezmę zaświadczenie i do Millenium. Wchodzę do Multi, miła pani mnie wita, prosi bym poczekał, proponuję kawę lub herbatę. Po chwili pani za biurkiem mnie prosi, ja tłumaczę, że chciałem się dowiedzieć, ewentualnie uzyskać zaświadczenie o zamknięciu karty. Po wstukaniu moich danych na klawiaturze, pani z przykrością mnie zawiadamia, że rachunek karty nie jest zamknięty ponieważ była nadpłata. Więc pytam co to za problem, skoro ja wyraźnie wnioskowałem o ZAMKNIĘCIE. Na co pani odpowiedziała mi, że przecież żeby uzyskać zaświadczenie to najpierw przecież musze wydac dyspozycję przelania nadpłaty na moje konto, a potem dopiero mogę złożyć wniosek o wydanie zaświadczenia. Kpina jakaś. Jakim cudem wasz bank uzyskał tyle laurów, między innymi klienta w 2009 roku, skoro klienta macie gdzieś. Uprzejmy lecz anemiczny pan sprzed trzech miesięcy o niczym takim mnie nie poinformował pomimo moich opowieści dlaczego szybko i koniecznie potrzebuje takiego zaświadczenia. W tym momencie to ja przestałem być miły. Nakrzyczałem na panią w domyśle na bank, po czym zleciłem przelew. Pani uprzejmie, nadal, poinformowała mnie, że oddzwoni jak tylko wpłata zostanie zaksięgowana. No i zadzwoniła, informując mnie jednocześnie, że owszem trzeba zawnioskować o wydanie zaświadczenia, ale samo wydanie może potrwać do 2 miesięcy. O nie, tego już za wiele, nie z mojej winy mam znowu nie wiadomo jak długo czekać aż oni łaskawie napiszą jedno pisemko. Znów się pani z Multibanku dostało, ale chyba poskutkowało. Bo w dwa po podpisaniu wniosku o zaświadczenie ta sama pani zadzwoniła do mnie, że kontaktowała się z centralą w mojej sprawie i na jej wyraźną prośbę przyspieszą sprawę i na dniach zaświadczenie będzie gotowe. A jednak można. Aha, jeszcze jedna rzecz, na niekorzyść niestety Multibanku. Gdy przyszedłem pewnego dnia z rana podpisać wniosek o zaświadczenie pani, u której dotychczas wszystko załatwiałem, nie mogła się zalogować do systemu i najwcześniej za godzinę. No akurat tyle czasu to nie miałem. Ale pani poprosiła żebym poczekał chwile, koleżanka się zajmie moją sprawą za chwile. Czekałem 45 minut z zegarkiem w ręku. Pani, która miała się zająć moją sprawą nakłaniała jakiegoś potencjalnego klienta na założenie konta firmowego, przy okazji urządzając sobie pogawędkę o wszystkim co ślina na język przyniosła. Wkurzony mówiąc, co o tym myślę, wyszedłem umawiając się na popołudnie. Wtedy poszło już bez oporu.
Za to w Millenium zaczęły się kolejne kłopoty. Wygenerowanie wspomnianego aneksu miało trwać dosłownie kilka dni, a tu nic. I pan Darek nic nie wie, a ja tym bardziej. Jak się okazało wniosek jest w trybie przygotowywania przez analityka. Pan Darek nawet dodzwonił się do owego analityka, ale ten poinformował go tylko, że ma tyle na głowie i same priorytety, że nie wiadomo kiedy będzie gotowy mój aneks. Dwa dni później znów wizyta w Millenium, i tym razem jest jakaś zmiana…ale chyba na gorsze. Pan Darek postanowił zadzwonić znów do analityka, ale niestety poprzednio nie zapisał numeru. Wszedł więc w system banku aby sprawdzić numer analityka, a tu niestety. Numery większości analityków przestały być dla niego widoczne, w sumie niezły zabieg ze strony zarządu czy kogo tam. Ale zadzwonił do swojego kolegi i poprosił o pomoc, miejmy nadzieję skuteczną, ale o tym za chwilę. Zacząłem się zastanawiać czy może nie trzeba byłoby porozmawiać z kimś w centrali odnośnie tej sytuacji, jednak pan Darek pokazał mi moje miejsce, że z górą to nie da się porozmawiać. Ale mogę zadzwonić na infolinię i złożyć reklamację. Tak też zrobiłem. Pan na infolinii przyjął wszystko do wiadomości i poinformował, że wysłał zapytanie do departamentu i do analityka i że mam zadzwonić popołudniu. Tak też zrobiłem. I tu niespodzianka. W odpowiedzi na zapytanie przyszła wiadomość, że nie spełniłem warunków umowy czyli że nie dostarczyłem wszystkich zaświadczeń, po czym tłumaczę panu że to niemożliwe, bo skoro by tak było to przecież nie mogli by przyjąć decyzji o przedłużeniu terminu wypłaty drugiej transzy i napisania wniosku. Pan się zmieszał przyznał, że faktycznie coś jest nie tak i poprosił o telefon po weekendzie, bo i tak teraz popołudniu nic nie załatwi i do nikogo się nie dodzwoni. Na co ja, że mają tam niezły burdel, bo co innego mówią mi w oddziale, a co innego w centrali, a co innego na infolinii. Koszmar. Żadnych banków na ‘M’, nigdy więcej. Na szczęście tego samego dnia pan Darek poinformował mnie, że jego kolega zdobył informacje że po weekendzie, w poniedziałek ma być decyzja, co oznacza że w końcu skończy się moja przygoda z tym bankiem.
Zapomniałem jeszcze o jednym. Przecież jest już lipiec i minął termin oddania przyjaciółce pieniędzy, a pieniędzy brak. Na szczęście udało się to jakoś załatwić, ale nadal potrzebowałem pieniędzy bo nadal miałem dług. Pomyślałem może spróbuje w banku w którym mam konto firmowe. To Lukas Bank. Myślałem o kredycie na firmę, choć to zawsze misie kojarzyło z mnóstwem papierów, a tu niespodzianka. Wystarczy wyciąg z księgi przychodów i rozchodów, pokwitowania zapłaty ZUS i wpis do ewidencji. Szok, bank z innej planety. Załatwiłem to , na drugi dzień poszedłem załatwiać sprawę, z obawą że nie zdążę do końca czerwca (zostało jakieś 7 dni). Miły pan w banku poinformował mnie, że wydanie decyzji trwa do 2 dni roboczych. Kolejny szok. Ale uwaga, to nie wszystko… Po 3 godzinach telefon z Lukasa, że decyzja jest pozytywna. Naprawdę tak powinno być w każdym banku. Niestety kwota, którą mi przyznali nie pokrywałaby wszystkich moich potrzeb związanych ze zobowiązaniami związanymi z moją rodziną, i co gorsza to zwykły kredyt gotówkowy, więc oprocentowanie wyższe. Postanowiłem poczekać, bo gdyby Millenium nie zdążyło mi wypłacić to przynajmniej miałbym z czego oddać przyjaciółce. Tym bardziej, że po 14dniach mogę oddać Lukasowi kasę bez żadnych odsetek a oferta ważna jest miesiąc. Wiec trzymam z zanadrzu. Zobaczymy jak będzie.
No i minął weekend i żadnego telefonu więc udałem się osobiście. Lubię wycieczki ale te do banku zaczęły mi już ciążyć. Po codziennej wycieczce (przez trzy dni) każdy by miał dość. W końcu informacja – jest decyzja. Myślę, teraz to już z górki i nareszcie…i wiecie? Nic bardziej mylnego. Decyzja jak się okazało nie jest równoznaczna z aneksem, no kto by pomyślał. Decyzję trzeba wysłać do centrali w Warszawie i czekać aż przygotują aneks a tu weekend w zanadrzu. Oczywiście do weekendu zero informacji na temat aneksu, ale myślę teraz to już chwila moment i będą pieniądze. Po weekendzie znów zafundowałem sobie wycieczkę do mojego jakże lubianego banku na M i żadnej niespodzianki – aneksu brak. I tak przez pięć dni. W końcu w piątek (zaznaczę tylko, że po tym właśnie weekendzie – środek lipca- miałem zaplanowany wyjazd dwutygodniowy) dzwoni pan Darek, że aneks jest, że zaprasza do podpisania u jego koleżanki, bo on akurat ma jakieś sprawy osobiste i jest tylko na chwilę w pracy. Co za różnica pomyślałem skoro najważniejsze, żeby aneks podpisać. Jak powiedziane było tak też zrobiłem, kolejna wycieczka, podpisane. Uff, nareszcie, tym bardziej że pan Darek zapewniał mnie, że mogę spokojnie jechać na urlop bo jak on wyśle aneks w poniedziałek z załączonymi zaświadczeniami, to kwestia 2 dni roboczych i kasa będzie na koncie. Z lekkością na sercu zacząłem więc przygotowywać się do wyjazdu, również psychicznie, żeby odpocząć. I tak w poniedziałek pojechałem, wziąwszy ze sobą wszystkie papiery, żeby porobić przelewy jak już pieniądze wpłyną, ale też na wszelki wypadek.
Śledząc tą historię pewnie już zdążyliście się przyzwyczaić do tego, że ciągle jest coś nie tak i czekacie na szczęśliwe zakończenie. Zaskoczę was, zakończenia szczęśliwego brak. Końcówka pierwszego tygodnia mojego urlopu a pieniędzy brak. Więc wydzwaniam do pana Darka, który uspokajał, że nie martwić się, na pewno zaraz będą pieniądze. Ja jednak w coraz gorszych nerwach. Minął kolejny weekend, zaczął się kolejny tydzień i od poniedziałku zacząłem dzwonić do pana Darka, raz po razie, chyba 10 razy dziennie przez 3 dni. Nic, ani jeden telefon nie odebrany, ani żadnego telefonu od pana Darka. No nie, tego już za wiele. Kolega zaproponował mi, że jak tak dalej pójdzie to powinienem zgłosić to do Komisji Nadzoru Finansowego. Ale w czwartek pod koniec mojego urlopu odzywa się pan Darek, przeprasza za to, że się nie odzywał bo był na krótkim urlopie zdrowotnym. Wcale się nie dziwie, w takim banku pracować i być zdrowym to naprawdę nie lada wyczyn. Znam tego pana już osiem miesięcy (jeszcze trochę i na piwo będziemy chodzić i śmiać się jak to się poznaliśmy) i ja już bym dawno z tej pracy zrezygnował, no chyba, że prowizje są tak kuszące. Ale wracając do meritum, do końca czwartku zero wiadomości. W piątek rano odzywa się pan Darek i oto czemu pieniędzy brak. Siedzicie? Bo oto kolejny absurd z serii absurdów banku Millenium. Jak się okazało pieczątki imienne na zaświadczeniach z banków, w których miałem kredyty i karty, a o które tak walczyłem między innymi w Multibanku, są nieczytelne !!! Nieczytelne kurde? Mają u siebie papiery ode mnie, które zaakceptowali, bo przecież żadnego monitu nie było już ponad 2 miesiące temu. Nie wystarczy im, że na kopiach, które otrzymali od pana Darka, na których jest pieczątka „Za zgodność z oryginałem”. Nie, trzeba pognębić biednego klienta, bo przecież 8 miesięcy walki o kredyt, to chyba słaby wynik, możemy się bardziej postarać. Tak więc pytam co dalej. Okazało się, że trzeba zeskanować dokumenty, tak by widoczne były wcześniej wspomniane pieczątki były widoczne (już nawet myślałem, że może w kółko czerwonym długopisem zaznaczyć, tak by w centrali niczego nie przeoczyli) i wysłać na maila panu Darkowi. No tak, ale jestem na urlopie, skąd skaner. Na szczęście właściciele pensjonatu mieli odpowiedni sprzęt, który na szczęście mogli mi użyczyć. Szybki skan, wielokrotne sprawdzenie czy aby te pieczątki są widoczne, są. A jednak zrobię większy kontrast, w razie gdyby analityk miał okulary z powłoką fotochromową. Szybkie wejście na maila, i poszło. Pan Darek dzwoni, mówi, że jest OK. i wysyła, do swojego dyrektora (podobno wie o sprawie) i do centrali, obiecując, że zadzwoni jaka będzie odpowiedź. Jest piątek, godzina 19ta, 23 lipca, czyli 8 miesięcy po rozpoczęciu całej walki o kredyt a pieniędzy nadal brak, mimo że płacę już od 3 miesięcy ratę od całości kredytu. I pewnie ciąg dalszy nastapi…kasa jest w koncu…ale to nie wszystko..tyle walki tyle nerwow a Ci teraz wydzwaniaja do mnie co 3 miesiace jak zabraknie 3 lub 4 zlotych do splaty raty…no kurde…ciekawe kto mi zwroci za nerwy i ich bledy..tego nie biora pod uwage

Trusia 01.03.2012. 14:23

Jesteśmy z mężem bardzo zadowoleni z mężem z obsługi w Banku Millennium. Szybka decyzja, pieniądze wypłacone zgodnie z umową dla właściciela. Kontakt z bankiem bardzo miły i profesjonalny. W Zielonej Górze gdzie byłiśmy obsługiwani oceniam wszystkie walory na wielki plus. Jak najbardziej polecam

Marta 22.02.2012. 22:03

Czekam 3 tygodni e na drugą. transzę a miało to trwać cztery. dni.Mam mnóstwo. długów i stresu.

kaziu 18.01.2012. 10:06

Witam.
Czy mógł by mi ktoś powiedzieć ile się czeka aż wpłyną pieniądze na konto ? Sprzedałem mieszkanie wszystko zostało zakończone pozostało mi czekać. I tak już właśnie czekam od piatku
Ile to moze trwac

gusia 30.11.2011. 11:59

Heh, załamka. Dziś kończy się nam termin na podpisanie umowy u notariusza ze sprzedającym, a już tyyyyle czekamy na to, żeby przygotowali umowę. Mimo, że wszystkie dokumenty są dostarczone i decyzja pozytywna. Bierzemy niewielki kredyt. Zdolność mamy na nieco ponad cztery razy taki. Co teraz będzie... Pozabijam wszystkich z Millenium;>

daga 11.10.2011. 22:07

Ponad miesiac temu zaczeliśmy starania o kredyt hipoteczny pod hipoteke mieszkania rodziców na kwotę 120 tysięcy.Zdolnosć mieliśmy bez problemu,dochód średni na gospodarstwo domowe ponad 5 tysięcy na rekę.Kredyt miał byc "hipoteczny",po miesiącu czasu pani dzwoni do mojego meza(tłumacząc że zgubiła mój numer(!!!) i mówi że decyzja jest odmowna.Powodem jest jednen z poręczycieli.Dowiaduje się że kredyt był "na poręczyciela" a nie hipoteczny i pani po prostu robiła sobie co chciała.Wycena mieszkania rodziców była dużo wyższa niż kredyt który chcieliśmy uzyskać,pani nie potrafiła mi wyjaśnić dlaczego mamy decyzje odmowną.Z bankiem nie ma żadnego kontaktu,telefony sa zazstrzezone,łaskawie oddzwaniają albo i nie,kontakt tylko przez maila,skandal.Obsługa jest niekompetentna i nierozgarnięta.Beznadzieja,szkoda czasu i zachodu.

Lolek 10.10.2011. 19:08

Dla mnie przygoda z Millennium bardzo dobrze się zakończyła . Otrzymałem kredyt w ciągu 2,5 tygodnia. W oddziale w Olkusz Pani Ula na bieżąco informowała mnie na jaki etapie jest wniosek i kiedy mogę się spodziewać decyzji .Jak również dopilnowała aby przy składaniu wniosku nie brakło jakiegoś dokumentu.

Iwona 03.10.2011. 15:28

Ja słyszałam, że ING ma dobrą ofertę. Koleżanka brała kredyt u Nich i decyzja szybka, rozliczenie transz bez problemu, ogólnie ok.

marta1 13.09.2011. 21:02

Witam! Ja złożyłam z mężem dokumenty 1 sierpnia 2011 i nie mamy żadnej wiążącej odpowiedzi z banku. Doradca mówi czekać! Zaczynam wątpić, że otrzymamy jakąkolwiek decyzje w tym roku. Czy jest bank, który oferuje lepsze warunki i szybszą decyzję?

Roztoka 08.09.2011. 23:10

BANK MILLENIUM - NIE POLECAM ! NA początku wszystko niby ładnie, schody sa po podpisaniu umowy, bank wymaga coraz wiecej dokumentów, niektóre NIEREALNE. zwleka z wypłatami transz kredytu,
ZAWSZE SIĘ TŁUMACZY - PRACĄ ANALITYKÓW. Wydaje się ze mają tylko jednego.Bo czas oczekiwania na odpowiedź to 10 dni !

bob budowniczy 08.09.2011. 22:54

millenium bank TRAGEDIA - przelew 2 transzy ! wg umowy na analize postepu pracy mają 4
dni robocze, czekam juz ponad tydzień i nic nikt nie wie, Status wniosku trwa
sprawdzanie dziennika budowy , ANALITYCY MILLENIUM chyba śpią , albo bank specjalnie
przedłuża wypłatę zebym czasem nie miał odsetek . Ekipy budowlane zrobiiły swoje a ja nie
mam czym zapłacić, NERWY, NERWY NIE PRZESPANE NOCE , NIE POLECAM TEGO BANKU, ZŁOŻYŁEM
WNIOSEK DO INNEGO O KREDYT , Millenium pozywam do sądu o nie dotrzymanie umowy, SZOPKA
JAKAŚ.

mmmm 16.08.2011. 10:08

Z bankiem współpracuję od 3 lat, tak samo jak wy czekałam ponad 2,5mc na załatwienie dokumentów,miałam super zdolność kredytową i wszystkie potrzebne dokumenty i nic to nie zmieniło.Teraz bardzo żałuję tej współpracy bo obsługa jest niezbyt rozgarnięta, podają ciągle nie prawdziwe informacje.Do tego wszystko było za darmo teraz płacę 15 zł za konto, 500 za jakikolwiek aneks.Brak jest jakiejkolwiek chęci współpracy z ich strony a przecież to współpraca na całe życie.Nie polecam zdecydowanie, są o wiele lepsze banki i tak naprawdę tańsze i nastawione na długoletnią współpracę z klientem, poszukajcie.Ja niestety nie mogę zmienić banku gdyż mam kredyt we frankach i sami wiecie co się dzieje...

Dodaj swoją opinie

* = wymagane pole

:

:


5 + 6 =

Banki :

Narzędzia:

Nowe opinie:

Nowe artykuły: